Specjalista ds. rekrutacji

o pracy w branży HR

Month: Marzec 2014 (page 1 of 4)

Upływ czasu

Czy Wam, podobnie jak mi tak szybko mijają dni i nawet nie wiecie kiedy czas ucieka Wam przez palce? Ja mam wrażenie, że pracę w zawodzie specjalisty ds. rekrutacji Gdynia rozpoczęłam nie dalej jak miesiąc temu, a tak naprawdę od 1 marca, od dnia podpisania umowy o pracę minęło już dziewięć długich miesięcy. To się w głowie nie mieści jak ten czas szybko leci!

25Każdy kolejny tydzień to nowe wyzwania, nowe obowiązki i nowe rzeczy do zrobienia. Zanim jesteśmy w stanie się zorientować już przychodzi piątek i długo wyczekiwany weekend, który mija szybciej niż byśmy chcieli. Pach! Jest piątek wieczór i każdy cieszy się z dwóch dni wolnego. Wstajemy w sobotę w połowie dnia i nasza euforia z weekendu jest nadal spora, choć powoli zaczyna maleć. W sobotę wieczorem zdajemy sobie sprawę, że połowa wolnego jest już za nami, a jutro o tej porze będziemy myśleć o pracy. Prawdziwą tragedią jest niedzielny wieczór, który świadczy o perspektywie kolejnego tygodnia spędzonego w pracy. I tak w kółko – od poniedziałku do niedzieli.

Dobrze, że praca którą wykonuję jest na tyle ciekawa, że nie wstaję codziennie rano z ciężkim sercem i nie zmuszam się do wyjścia do pracy. Czasem mam dość i jestem zmęczona, jednak w większości przypadków mój zawód sprawia mi całkiem dużą frajdę i czyni mnie kobietą spełnioną zawodową. A niech ten czas sobie leci, byle w dobrym kierunku!

Własne śledztwo

W najbliższych dniach mam zamiar przeprowadzić małe śledztwo dotyczące mojego męża i jego warunków pracy. W ciągu ostatnich kilku tygodni Łukasz wraca do domu później niż zwykle tłumacząc się, że ma teraz ciężki okres i dużo pracy do zrobienia. Mimo, że normalnie powinien się znaleźć w mieszkaniu około 17.30, rzadko kiedy pojawia się w progu przed 19.00.

18Mój mąż od dwóch lat pracuje jako specjalista ds. rekrutacji Bydgoszcz i choć nigdy wcześniej nie miałam nic przeciwko jego pracy, to zaczynam nabierać podejrzeń, że coś dziwnego w tej jego firmie się dzieje. Pewnie nigdy nie wpadłabym na pomysł ze śledzeniem własnego męża gdyby nie to, że dwa dni temu przez przypadek spotkałam na mieście Łukasza, który w ogóle mnie nie zauważył, bo był bardzo, ale to bardzo skupiony na rozmowie ze swoją ładną współtowarzyszką. Łukasz i nieznajoma piękność siedzieli w jednej z dobrych restauracji, pili kawę i zaśmiewali się z czegoś, co opowiadał mój mąż. Zdenerwowałam się bardzo i od razu poczułam zazdrosna, jednak po chwili stwierdziłam, że nie ma co się denerwować na zapas. Spotkanie w restauracji jeszcze nic nie oznacza i zanim zacznę wyciągać jakieś dalekosiężne wnioski przeprowadzę własne śledztwo i wybadam czy mój mąż spotykał się w interesach, czy była to jego kochanka.

Jeśli okaże się, że mąż ma romans, to lepiej żeby mi się na oczy nie pokazywał. Już ja mu wtedy pokażę co to znaczy moja złość. Odejdę i nic mu nie zostawię – będzie biedny jak wtedy, gdy go poznałam! Dobrze, że przed ślubem podpisałam intercyzę!

Dużo pracy

Obecnie zajmuję się zleceniem powierzonym mi przez dużą bytomską firmę związaną z branżą elektroniczną. Dla mojego klienta mam znaleźć pracownika, który będzie odpowiadał wszystkim jego wymaganiom, a te są akurat bardzo rozbudowane i skonkretyzowane. Wątpię, by udało mi się znaleźć kogoś,  kto będzie spełniał wszystkie te wymogi, jednak nie mam zamiaru poddać się walkowerem, tylko będę się starał dostarczyć klientowi jak najlepszych kandydatów, specjalista ds. rekrutacji Bytom.

19Póki co z mojej inicjatywy na portalach poświęconych rynkowi pracy znalazły się ogłoszenia informujące o naborze. Przez pięć dni istnienia w sieci ogłoszeń, na mojego maila wpłynęło ponad pięćdziesiąt zgłoszeń, co świadczy o dość dużym zainteresowaniu przedstawioną przeze mnie ofertą pracy. Na bieżąco staram się selekcjonować nadesłane zgłoszenia i dość szybko oddzwaniać na wszystkie interesujące mnie kandydatury. Wstępną rozmowę kwalifikacyjną zawsze przeprowadzam za pomocą  telefonu komórkowego i jeśli ktoś po pierwszych kilku zdaniach nie spodoba mi się, nie ma szans na zaproszenie na indywidualne spotkanie i zdobycie pracy.

Poszukiwania pracownika idealnego nie ograniczają się do biernego analizowania nadesłanych ogłoszeń. Cały czas przeszukuję swoją bazę danych i w przypadku znalezienia pasującego kandydata, dzwonię do niego i pytam czy nie byłby zainteresowany udziałem w procesie rekrutacyjnym. Mam ręce pełne roboty.

Problem z krtanią

Na dzisiejszy dzień mam zaplanowane cztery różne spotkania z kandydatami na stanowisko przedstawicieli medycznych w naszej firmie i powoli zaczynam się obawiać czy te spotkania dojdą do skutku. Od samego rana czuje się bardzo źle, boli mnie głowa i gardło, a z krtani zamiast normalnego głosu wydobywa się jakiś dziwny skrzek nie przypominający żadnego ludzkiego głosu. Nie wiem jak ja będę prowadziła selekcję i rozmowy, skoro nie jestem w stanie wypowiedzieć ani jednego zdania bez krztuszenia się, kaszlu i konieczności przepłukania gardła wodą.

21W zawodzie specjalisty ds. rekrutacji głos jest jednym z podstawowych narzędzi pracy, bez którego nie jesteśmy w stanie wykonywać swoich obowiązków. Bardzo chcę szybko znaleźć idealnego kandydata dla naszej firmy, jednak w obecnej sytuacji obawiam się, że ten proces zajmie mi więcej czasu, niż przewidywałam. Nie chcę obecnego zlecenia przekazywać żadnemu koledze z biura, bo to w końcu ja odpowiadam za obecną rekrutację i ja mam za nią dostać dodatkową premię. Tak łato z niej nie zrezygnuję.

Jeśli po wizycie w aptece i zakupie leków na gardło nic mi nie przejdzie, za parę godzin wykonam niezbędne telefony i odwołam dzisiejsze spotkania. Nie będę przecież rozmawiała z kandydatami półszeptem i udawała, że wszystko jest OK. Każdy powinien zrozumieć, że jestem tymczasowo niedysponowana, specjalista ds. rekrutacji Częstochowa.

Nowe życie

Gdy pierwszy raz zjawiłem się w Gliwicach pomyślałem sobie, że jest to najbrzydsze miasto, jakie kiedykolwiek widziałem. Po pięciu latach studiowania we Wrocławiu, który jak wiadomo jest bardzo ładnym ośrodkiem miejskim, Gliwice były dla mnie brutalnym zderzeniem z rzeczywistością. Co najgorsze, przeprowadziłem się do nich na początku zimy, czyli w okresie, w którym ciężko jest znaleźć cokolwiek ładnego w otoczeniu. Natura umiera, a twoja nadzieja i dobry humor razem z nią. Do Gliwic przeniosłem się, bo chciałem być bliżej swojej dziewczyny, która nie wyobrażała sobie życia poza rodzinnym miastem. Mnie było niby obojętnie gdzie będę mieszkał, dlatego bez zbędnych komentarzy wyprowadziłem się z Wrocławia.

26Pierwsze miesiące w nowym mieście były jak zima panująca na dworze – puste, nudne i bardzo depresyjne. Dopiero na wiosnę trochę przyzwyczaiłem się do nowego miejsca, na siłowni poznałem paru znajomych i życie zaczęło się jakoś toczyć. W kwietniu udało mi się dostać pracę jako specjalista ds. rekrutacji Gliwice, co jeszcze bardziej poprawiło mi humor. Nagle to okropne miasto straciło na swej brzydocie i stało się bardziej znośne. Około czerwca mogłem już powiedzieć, że lubię nowe miejsce zamieszkania i mogę w nim zostać do końca życia. Pozytywny nastrój był obezwładniający i w końcu zaowocował tym, że oświadczyłem się swojej dziewczynie, która natychmiast powiedziała „tak”. Dziś mijają równo dwa lata od chwili przeprowadzenia się do Gliwic. Z perspektywy czasu stwierdzam, że było warto.

Czas na awans

Od dłuższego czasu staram się o awans na stanowisko kierownika działu personalnego, dlatego gdy dowiedziałem się, że obecny kierownik za jakiś czas odchodzi z pracy z powodów osobistych, dojrzałem w tym zdarzeniu szansę dla siebie i swoisty palec Boży, który wskazuje mi drogę, po której powinienem kroczyć. Drogę do awansu i rozwoju zawodowego, o której zawsze marzyłem.

29Jako specjalista ds. rekrutacji Katowice pracuję od ponad pięciu lat, dlatego uważam, że awans na wyższe stanowisko pracy całkowicie mi się należy. Przez pięć lat wypruwałem sobie żyły dla firmy i prezesów, dlatego czas najwyższy, by teraz to oni mnie docenili i dali mi coś w zamian za moje poświęcenie i zaangażowanie w obowiązki. Stanowisko kierownika działu byłoby w sam raz.

Mimo mojego nastawienia na awans zawodowy obawiam się, że zdobycie stołka kierownika wcale nie będzie takie łatwe. Wszystko przez to, że dwóch innych specjalistów ds. rekrutacji również chce startować w zawodach, w której główną wygraną jest awans. W teorii pracuję najdłużej z nich i do tej pory uzyskiwałem najlepsze wyniki, dlatego to ja powinienem zostać awansowany. Praktyka pokazuje jednak, że w prawdziwym życiu nie zawsze ten, który najbardziej na to zasłużył, dostaje to, co mu się należy. Jeśli to nie ja będę nowym kierownikiem działu, moja stopa już więcej nie postanie w tej firmie. Złożę wymówienie i odejdę z pracy. To takie moje noworoczne postanowienie.

Reset nie zawsze udany

Zawód specjalisty rekrutacyjnego jest związany z dużym natężeniem kontaktów międzyludzkich, dlatego często zdarzają się w nim sytuacje trudne i stresujące. Codziennie przeprowadzam po kilka rozmów i testów kwalifikacyjnych, dlatego liczba poznawanych przeze mnie osób jest ogromna . Rzadko kiedy zdarza mi się dobrze zapamiętać jakiegoś kandydata, bo mój mózg szybko by się przegrzał, gdyby musiał magazynować wszystkie informacje zdobyte w życiu zawodowym. Zazwyczaj tuż po zakończeniu danego projektu resetuję swój umysł, wyrzucam z niego wszystkie zbędne informacje i robię miejsce na nowych kandydatów, którzy przez jakiś czas musza pozostać w mojej pamięci podręcznej, specjalista ds. rekrutacji Sosnowiec.

32Mimo eliminacji znacznej części kandydatów, z którymi miałam do czynienia, czasem zdarzają się przypadki, których żadnymi sposobami nie idzie wyrzucić z głowy. Są to zazwyczaj osoby, które swoim zachowaniem lub wyglądem (albo zarówno jednym, jak i drugim) wbiły nam się tak mocno w pamięć, że do ich wyblaknięcia potrzeba wielu lat, a wyrzucić je może jedynie demencja starcza.

Tak jest w przypadku pewnego młodego chłopaka, który na rozmowę przyszedł ubrudzony własną krwią. Tłumaczył się, że w drodze na spotkanie nieopatrznie upadł na chodnik, uderzył się w nos, a krew zalała mu całą przednią część koszuli. Bardzo zależało mu na rekrutacji, dlatego jej nie odwołał. Inny ciekawy przypadek, to 54-letnia kobieta, która na rozmowę przyszła w różowej mini, kabaretkach i zbyt dużym dekolcie. Ten obraz pozostanie mi pod powiekami niestety bardzo, bardzo długo.

Pożegnanie

34Dzisiaj rano dowiedzieliśmy się, że za tydzień o godzinie 13.00 ma się odbyć uroczyste pożegnanie jednego z naszych kolegów z pracy, Filipa, który po czterech latach w zawodzie specjalisty ds. rekrutacji postanowił pożegnać się z branżą HR i poszukać czegoś w zarządzaniu. Wcale nie dziwię się Filipowi, że postanowił odejść. Wszyscy wiedzieli, że nasza pani prezes się na niego uwzięła, bo kolega ośmielił się odrzucić jej końskie zaloty, jakie stosowała na nim jakiś czas temu. Było wiadomo, że Filip spodobał się pani prezes już od pierwszego spotkania, bo to on był na początku jej największym pupilem i co chwila był wzywany do jej biura pod najbardziej błahymi pretekstami. Gdy w końcu przyszło co do czego, Filip jasno nakreślił granice i ostrzegł, że są nieprzekraczalne. Pani prezes ponoć bardzo się to nie spodobało i Filip w ciągu jednego dnia spadł z piedestału, boleśnie uderzając przy tym o ziemię. Od tego momentu rozpoczęły się kiepskie dni dla Filipa, specjalista ds. rekrutacji Lublin.

Kolega dzielnie mierzył się z przeciwnościami losu i kłodami rzucanymi mu przez panią prezes, aż w końcu poddał się i złożył wymówienie. Pani prezes tryumfowała, Filip odetchnął z ulgą, a nam zrobiło się żal dobrego współpracownika.

Przyjęcie pożegnalne dla Filipa będzie na pewno dość smutnym wydarzeniem, bo zdążyliśmy się już z nim zaprzyjaźnić. Szkoda, że osoby, które są dobre w tym, co robią i mają talent do rekrutacji muszą rezygnować z pracy tylko dlatego, że jakaś stara baba się na nich uwzięła. Polska rzeczywistość.

Z najgorszych koszmarów

W życiu nie byłem na tak trudnej i wymagającej rozmowie kwalifikacyjnej jak ta, którą w imieniu firmy poszukującej pracownika zorganizowała agencja doradztwa personalnego. To był mój pierwszy raz z zawodowym specjalistą ds. rekrutacji i raczej nie życzę sobie, by kiedykolwiek spotkała mnie jeszcze podobna sytuacja, specjalista ds. rekrutacji Szczecin.

37Na rozmowie czułem się jak na przesłuchaniu w policyjnym komisariacie. Nie to, żebym kiedykolwiek uczestniczył w takim przesłuchaniu, ale mniej więcej tego spodziewałbym się po wywiadzie przeprowadzanym przez policję. Ogromu stresu, zdenerwowania i obawy, że powie się coś, co może nam zaszkodzić, choć tak naprawdę jesteśmy zupełnie niewinni. Specjalista przeprowadzający rozmowę był bardzo niemiłym człowiekiem, który w trakcie trwania spotkania ani razu się nie uśmiechnął. Patrzył się na mnie niczym sęp obserwujący umierającego człowieka, a ja czułem się, jakbym stał przed nim kompletnie nagi i bardzo, ale to bardzo zawstydzony.

Oprócz rozmowy zostałem jeszcze poproszony o wykonanie testu kompetencji, który w moim odczuciu był bardzo trudny. Połowy pytań nie rozumiałem, a gdy już zrozumiałem, to i tak nie wiedziałem którą odpowiedź wybrać lub co napisać. To było zdecydowanie najgorsze doświadczenie rekrutacyjne w moim życiu, które będę wspominał bardzo długo. Będę pamiętał, by nigdy więcej nie brać udziału w rekrutacji organizowanej przez tę agencję.

Przemyślenia

38Podczas ostatniego spotkania rodzinnego zostałem poproszony o wytłumaczenie czym dokładnie zajmuje się specjalista ds. rekrutacji Płock. Ta prośba trochę mnie zaskoczyła, bo jakiś czas temu odpowiadałem już na podobne pytanie i zajęło mi to bardzo dużo czasu, bo co chwila ktoś coś chciał wiedzieć albo się jeszcze o coś dopytać. Nie wypadało jednak robić przykrości cioci, która poprosiła mnie o garść informacji, więc zacząłem opowiadać. Myślałem, że jeśli ograniczę się do kilku krótkich zdań to wszyscy będą zadowoleni, nie znudzeni, a ja nie będę musiał grać pierwszych skrzypiec wśród rodziny. Niestety, okazało się, że cała moja rodzina jest głodna wiedzy, nawet jeśli tę wiedzę już kiedyś pozyskała. Po dokładnym określeniu czym się zajmuję w pracy, przyszedł czas na opowieści i historyjki na temat różnych kandydatów. Każdy po kolei prosił bym powiedział jaki był najdziwniejszy kandydat, z którym się spotkałem, jaki najsympatyczniejszy i tak dalej. Po dwóch godzinach ciągłego gadania miałem już dość, więc pod pretekstem wyjścia do łazienki wymknąłem się z salonu i zaszyłem w kuchni, gdzie siadłem na taborecie i oddałem długotrwałej zadumie. Odpowiedzi na pytania zadawane przez rodzinę sprawiły, że znów przypomniałem sobie jak to było na początku kariery w HR, gdy praca specjalisty sprawiała mi dużo radości. Kolejny raz zdałem sobie sprawę, że od dawna nie odczuwam już satysfakcji z wykonywanego zawodu i chyba czas postarać się o jakieś zmiany. Może czas odejść z firmy i zatrudnić się u innego pracodawcy?

Older posts