Nowe życie

Gdy pierwszy raz zjawiłem się w Gliwicach pomyślałem sobie, że jest to najbrzydsze miasto, jakie kiedykolwiek widziałem. Po pięciu latach studiowania we Wrocławiu, który jak wiadomo jest bardzo ładnym ośrodkiem miejskim, Gliwice były dla mnie brutalnym zderzeniem z rzeczywistością. Co najgorsze, przeprowadziłem się do nich na początku zimy, czyli w okresie, w którym ciężko jest znaleźć cokolwiek ładnego w otoczeniu. Natura umiera, a twoja nadzieja i dobry humor razem z nią. Do Gliwic przeniosłem się, bo chciałem być bliżej swojej dziewczyny, która nie wyobrażała sobie życia poza rodzinnym miastem. Mnie było niby obojętnie gdzie będę mieszkał, dlatego bez zbędnych komentarzy wyprowadziłem się z Wrocławia.

Pierwsze miesiące w nowym mieście były jak zima panująca na dworze – puste, nudne i bardzo depresyjne. Dopiero na wiosnę trochę przyzwyczaiłem się do nowego miejsca, na siłowni poznałem paru znajomych i życie zaczęło się jakoś toczyć. W kwietniu udało mi się dostać pracę jako specjalista ds. rekrutacji Gliwice, co jeszcze bardziej poprawiło mi humor. Nagle to okropne miasto straciło na swej brzydocie i stało się bardziej znośne. Około czerwca mogłem już powiedzieć, że lubię nowe miejsce zamieszkania i mogę w nim zostać do końca życia. Pozytywny nastrój był obezwładniający i w końcu zaowocował tym, że oświadczyłem się swojej dziewczynie, która natychmiast powiedziała „tak”. Dziś mijają równo dwa lata od chwili przeprowadzenia się do Gliwic. Z perspektywy czasu stwierdzam, że było warto.

Your email address will not be published. Required fields are marked *